
Trauma nie znika sama.
Znika, gdy ktoś jest obok.
Twoje 1,5% pozwala nam pomagać.

Dotarli do Kijowa. Nikogo tam nie znali, a przed nalotami chronili się w metrze. Taras spędził w nim z mamą wiele dni i nocy.
Oboje trafili w końcu do Polski, do naszej fundacji.

Ale nim trafiła do rodziny zastępczej, wychowywała się w domu dziecka, gdzie nikt nie poznał się na jej potencjale.
Objawił się on w czasie zabaw i gier logicznych w czasie zimowych wieczorów.

Chłopiec miał trafić do domu dziecka, ale zdecydowała się nim zająć jego babcia. Została tzw. spokrewnioną rodziną zastępczą. Zdawała sobie sprawę, że nie sprawdziła się wychowawczo przy córce, ale zapewniła sąd, że wnukowi nieba uchyli i niczego mu u niej nie zabraknie.
Dziecko, które doświadczyło przemocy, zaniedbania czy odrzucenia, może stopniowo wracać do równowagi tylko wtedy, gdy ma obok siebie bezpiecznego dorosłego.

Takiego, który:
- wierzy w dziecko, nawet gdy ono nie wierzy w siebie,
- rozumie, że trudne zachowania to efekt trudnych doświadczeń,
- jest obecny – nie tylko „na chwilę”, ale na dłużej.
Fundacja Polki Mogą Wszystko od blisko 25 lat wspiera dzieci z domów dziecka, rodzin zastępczych, rodzinnych domów dziecka i rodzin w kryzysie – zawsze stawiając w centrum relację dziecko–dorosły.
Twój 1,5% zamienia samotność w relację

Czy wiesz, że:
- Każdego roku swój dom musi opuścić około 14 000 dzieci – za każdą liczbą kryje się czyjś strach, wstyd i tęsknota.
- Około 200 000 dzieci musi sobie radzić ze złożoną traumą rozwojową.
- Szacuje się, że trauma rozwojowa jest w Polsce poważnym problemem zdrowia psychicznego dzieci i ma długotrwałe konsekwencje dla ich rozwoju, nauki i relacji z innymi.
- Dzieci mogą trafić do rodziny zastępczej lub do instytucji, gdzie trudniej pracować nad pokonaniem traumy.
- Bardzo potrzebujemy bliskich i kompetentnych dorosłych, którzy pomogą dziecku poczuć się bezpiecznie, nazwą to, co trudne, i krok po kroku będą z nim przechodzić przez strach, złość i smutek.
- Dziecięcy lęk może zniknąć tylko wtedy, gdy ktoś będzie obok, przytuli, wysłucha i zrozumie.
Pomagajmy razem, przekaż naszej Fundacji 1,5% i wesprzyj organizację bezpłatnych:
- zajęć uczących dzieci umiejętności społecznych,
- warsztatów dla rodziców zastępczych uczących ich jak pracować z dzieckiem po traumie i stracie,
- konsultacji psychologicznych i psychiatrycznych,
- zajęć z integracji sensorycznej i terapii dla dzieci ze specjalnymi potrzebami,
- warsztatów odbudowujących poczucie własnej wartości,
- zajęć, warsztatów, terapii i pomocy specjalistycznej w jednym miejscu - Centrum Wspierania rodzin „Bezpieczna Przystań”,
- organizację wolontariatu.

To tylko jedno pole w PIT, a dla dziecka – cały dorosły świat
Możesz rozliczyć 1,5% Twojego podatku na różne sposoby
Skorzystaj z naszej dedykowanej aplikacji i wypełnij zeznanie podatkowe PIT online.
ROZLICZ E-PIT ONLINEWypełnij zeznanie online w systemie podatki.gov.pl. Pamiętaj, by wpisać w nim nr KRS 0000074781
Wypełnij zeznanie PIT na papierze.
- W części „Przekazanie 1,5% podatku na rzecz OPP” wpisz numer KRS: 0000074781
- Podpisz zeznanie i złóż osobiście w swoim urzędzie skarbowym lub wyślij listem poleconym.
Przeczytaj historie naszych dzieci

Mam na imię Dawid, mam 9 lat
Nie mieszkam z mamą i tatą, tylko w rodzinie zastępczej. Kiedyś bardzo bałem się dorosłych – obiecywali, że będzie dobrze, a potem krzyczeli, znikali albo udawali, że mnie nie widzą. Nigdy nie wiedziałem, czy ktoś mnie przytuli, czy się na mnie zezłości.
Czasem to wszystko wraca jak fala. Wtedy w środku czuję taki wielki chaos, że nie umiem go zatrzymać. Krzyczę, tupię, trzaskam drzwiami, rzucam zabawkami. Potem jest mi wstyd i myślę, że znowu ktoś mnie zostawi. Skoro rodzice mnie nie chcieli, to pewnie coś jest ze mną bardzo nie tak…
W nowym domu jest ze mną ciocia Karola – moja mama zastępcza. Mówi, że mój gniew i łzy to nie „złe zachowanie”, tylko rana po tym, jak kiedyś byłem sam ze swoim strachem. Kiedy zaczynam krzyczeć, nie odchodzi. Siada obok, oddycha ze mną, czasem trzyma mnie za rękę i powtarza: „Widzę, że jest ci bardzo trudno. Jestem tu. Nie oddam cię”.
Na zajęciach z wolontariuszem uczę się mówić, co czuję, zamiast rzucać rzeczami. Rysujemy razem moje „burze w brzuchu” i wymyślamy, co mi pomaga je uspokoić. Coraz częściej potrafię powiedzieć „boję się”, zanim wybuchnę.
Dawid to chłopiec pełen wyobraźni i energii. Trauma relacyjna – doświadczenie zawiedzionego zaufania i braku bezpiecznych dorosłych – długo kazała mu wierzyć, że na nikogo nie może liczyć. Dzięki obecności rozumiejącej mamy zastępczej i wspierających wolontariuszy jego świat powoli się zmienia: z miejsca pełnego lęku staje się takim, w którym można ufać, zadawać pytania i popełniać błędy, nie bojąc się odrzucenia.
Dziś Dawid coraz częściej zasypia spokojnie. Wie, że kiedy się budzi, ktoś na niego czeka, słyszy jego „nie dam rady” i pomaga mu krok po kroku układać życie na nowo.
Bliski dorosły nie zabiera wszystkich trudnych wspomnień, ale sprawia, że dziecko nie musi już dźwigać ich samotnie.
Pomóż teraz!
Przekaż 1,5% swojego podatku KRS: 0000074781
lub wpłać darowiznę PL72 1140 1010 0000 5494 1000 1001

Mam na imię Lena, mam 11 lat
Przez siedem lat mieszkałam w Charkowie. Miałam tam swój pokój, najlepszą koleżankę z ławki i ulubioną huśtawkę w parku, na której wyobrażałam sobie, że latam nad całym miastem. Pewnego dnia mój świat się rozsypał. Razem z mamą i młodszym bratem uciekliśmy do Polski.
Na początku niczego tu nie rozumiałam – ludzie mówili tak szybko, nie do końca zrozumiałym językiem, a ja czułam się, jakbym była przezroczysta. Bałam się zapytać o drogę, bałam się iść sama do sklepu. Najbardziej bałam się o tatę, który musiał zostać. Mama powtarzała, że tu jesteśmy bezpieczni, ale bez taty i bez mojego miasta wszystko wydawało się obce i zimne. Tęskniłam za naszym stołem w kuchni, za zapachem obiadu, za hałasem na szkolnym boisku.
Teraz już mówię po polsku, rozumiem, o czym rozmawiają inni. Wiem też więcej – że w Ukrainie jest wojna, że „trzeba być dzielnym”, że nie powinnam narzekać, bo i tak mamy więcej szczęścia niż inni. Czasem sama sobie powtarzam, że rower, który został pod blokiem, nie jest ważny. Że kiedyś kupię nowy. Że nie mogę dokładać mamie zmartwień, gdy pracuje do późna i zamyka się w łazience, żeby nikt nie słyszał jej płaczu.
Najtrudniejsze są jednak słowa ludzi: „Wracajcie do siebie”, , „Macie tu za dobrze”. Kiedy to słyszę, mam ochotę zniknąć. Nie czuję się u siebie ani tu, ani tam. Chciałabym po prostu znów pójść do mojego parku, jechać na rowerze tak szybko, żeby wiatr wykrzyczał za mnie cały strach i tęsknotę.
W moim życiu pojawiła się pani Nadia – wolontariuszka, która prowadzi zajęcia w Bezpiecznej Przystani. Na początku myślałam, że to kolejna dorosła, która za chwilę zniknie. Ale ona ciągle tam była. Słuchała, kiedy mówiłam o tacie, o alarmach bombowych, o koleżance, której nie mogę znaleźć w internecie. Nie mówiła: „Nie przesadzaj, inni mają gorzej”, tylko: „To naprawdę bardzo trudne, rozumiem, że cię boli”.
Z panią Nadią rysujemy mój „podwójny dom” – ten, który był, i ten, który jest teraz. Uczy mnie, że mogę być jednocześnie smutna, zła i wdzięczna. Że nie muszę być ciągle dzielna, żeby ktoś mnie chciał. Kiedy jest mi bardzo ciężko, piszemy do siebie krótkie wiadomości. Wystarczy jedno: „Jestem” – i już wiem, że nie jestem sama.
Dzięki temu, że obok mnie jest dorosła, która naprawdę słucha i wierzy w to, co czuję, świat powoli przestaje być tylko miejscem ucieczki. Zaczynam myśleć, że mogę mieć swoje miejsce także tutaj. Może kiedyś znów będę pędzić na rowerze, ale już nie po to, żeby uciec od wszystkiego, tylko po prostu dla przyjemności.
Bo ktoś wreszcie jest obok i trzyma dla mnie ten kawałek świata w miejscu.
Pomóż teraz!
Przekaż 1,5% swojego podatku KRS: 0000074781
lub wpłać darowiznę PL72 1140 1010 0000 5494 1000 1001

Mam na imię Zosia, mam 8 lat
Mieszkam z mamą, tatą i starszym rodzeństwem. Wszyscy mówią, że to moja rodzina zastępcza, ale dla mnie to mama i tato. Do tego domu przyjechałam, gdy byłam malutka i prawie nic nie pamiętam, tylko to, że wcześniej często byłam sama albo ktoś krzyczał tak głośno, że aż bolał mnie brzuch.
Na początku tutaj bardzo bałam się wychodzić z łóżka. Bałam się tych wszystkich nowych ludzi, tego, że jak zrobię coś nie tak, to będą krzyczeć i szarpać.
Teraz wiem, że to moja rodzina – grają ze mną w gry, odwożą mnie na zajęcia, przytulają na dobranoc. Czasem się denerwuję, że nie pozwalają mi jeść tyle słodyczy, ile bym chciała, ale mówią, że robią to z troski, a ja powoli zaczynam im wierzyć.
W tym domu nikt mnie nie uderzył, nawet kiedy bardzo dokuczam bratu. A jednak są takie chwile, kiedy w środku zaczynam się cała trząść. Wystarczy, że tata powie do mnie trochę głośniej, a moje ciało od razu pamięta tamte dawne chwile – serce bije za szybko, ręce mi drżą i mam ochotę się schować. Jak mama jest zdenerwowana, to jakoś jest lżej, bo wiem, że za chwilę przyjdzie i powie: „Przepraszam, byłam zmęczona, bardzo cię kocham”.
Najgorsze jest to, że często myślę, że to co było kiedyś to wszystko moja wina. Pewnie byłam „za głośna”, „za wkurzająca”, „za dużo płakałam”. Kiedy teraz reaguję tak mocno na zwykłe sytuacje, boję się, że nowi rodzice też w końcu powiedzą „nie damy rady” i znikną.
Moja mama zastępcza mówi, że to nie ja jestem „jakaś zepsuta”, tylko moje serce nauczyło się, że bliskość może być niebezpieczna. Razem z tatą chodzą na spotkania i pytają specjalistów, jak mogą mi pomóc. Kiedy zamieram ze strachu, tato zamiast się obrażać, klęka przy mnie i przypomina: „Zosiu, teraz jesteś bezpieczna. Możesz się złościć i bać, a ja nadal tu będę”.
Powoli uczę się, że dorosły, który jest obok, nie musi mnie ranić. Że mogę zrobić coś źle i wciąż być chciana. Każdy taki moment, kiedy ktoś mnie widzi i rozumie, trochę leczy tę starą ranę po tym, że kiedyś byłam sama ze swoim strachem.
Dzięki temu zaczynam wierzyć, że relacja z kimś bliskim może być miejscem, w którym się rośnie, a nie takim, z którego trzeba uciekać.
Pomóż teraz!
Przekaż 1,5% swojego podatku KRS: 0000074781
lub wpłać darowiznę PL72 1140 1010 0000 5494 1000 1001

Mam na imię Natan, mam 15 lat
Ludzie mówią, że „nastolatki przesadzają”, ale ja wiem, jak to jest, kiedy ból w środku jest tak duży, że nie da się go już schować. Przez wiele lat czułem się w domu bardziej problemem niż kimś ważnym. Dorośli mówili, że mnie kochają, a potem znikali, krzyczeli, porównywali do innych albo udawali, że nie widzą, jak bardzo się rozsypuję. W końcu uwierzyłem, że naprawdę jestem zły.
Kiedy nie potrafiłem już wytrzymać napięcia, zacząłem się ciąć. Ból na skórze był prostszy od tego w środku. Przynajmniej nad czymś miałem kontrolę. Myślałem, że jak będę wystarczająco „twardy”, to przestanę czuć samotność, wstyd i złość. Zamiast tego wszystko tylko narastało. Przyszedł dzień, w którym uznałem, że lepiej będzie, jeśli po prostu zniknę. Po próbie samobójczej obudziłem się w szpitalu z wściekłością na siebie, na świat i na dorosłych, którzy nagle zaczęli się mną interesować.
Potem spotkałem Anetę i Marcina – czas pokazał, że moich przyszłych rodziców adopcyjnych. Byłem już „za stary na adopcję”, jak mówili inni, więc nie wierzyłem, że ktoś naprawdę chce zostać ze mną na dłużej. Myślałem, że po prostu chcą „pomóc trudnemu dziecku”, a jak zobaczą blizny, uciekną jak wszyscy. Oni jednak wracali. Przyjeżdżali na spotkania, słuchali lekarzy, rozmawiali ze mną, i po prostu byli nawet kiedy milczałem. Powtarzali, że nie adoptują moich „dobrych ocen” ani „fajnych chwil”, tylko mnie całego – z tym, co mam za sobą.
Zacząłem chodzić do psycholożki. Na początku odpowiadałem tylko „nie wiem” i „nieważne”. Ona się nie poddała. Pomogła mi nazwać to, co przeżyłem – że kiedyś, zamiast bezpieczeństwa, w relacjach dostawałem zranienia, odrzucenie i obojętność. Że moje ciało nauczyło się, że bliskość jest niebezpieczna, a samookaleczanie było moim sposobem wołania o pomoc, którego nikt wcześniej nie chciał usłyszeć.
Później poznałem też wolontariusza, Tomka. Z nim gadam o grach i filmach, ale też o tym, jak jest po terapii, jak wytrzymać, kiedy przychodzi ochota, żeby wrócić do starych sposobów. Tomek często pyta: „Czego teraz najbardziej potrzebujesz?” i pomaga mi wymyślać inne, mniej raniące sposoby radzenia sobie z emocjami.
W domu Anety i Marcina wciąż miewam gorsze dni. Czasem krzyczę, że ich nienawidzę, a potem boję się, że tym jednym zdaniem wszystko zniszczyłem. Ale oni zostają. Rozmawiają ze mną, pilnują, żebym miał kontakt z psycholożką. Pokazują mi, że nie jestem już sam z tym, co wydarzyło się wcześniej.
Dzisiaj blizny jeszcze są, ale nie są już moim jedynym językiem. Uczę się mówić: „jest mi tak źle, że nie wiem, co zrobić”, zamiast się ranić. Powoli zaczynam wierzyć, że mogę dorosnąć, mieć swoje plany i ludzi, którzy naprawdę będą obok – nie tylko wtedy, gdy wszystko jest w porządku, ale przede wszystkim wtedy, gdy znowu robi się trudno.
To, że ktoś zdecydował się zostać moją rodziną „mimo mojego wieku i historii”, zmieniło dla mnie wszystko – jakby w miejscu, w którym chciałem zniknąć, ktoś postawił znak: „Tu warto żyć dalej”.
Pomóż teraz!
Przekaż 1,5% swojego podatku KRS: 0000074781
lub wpłać darowiznę PL72 1140 1010 0000 5494 1000 1001
Rozliczając swój PIT pamiętaj
o wpisaniu numeru KRS naszej fundacji
KRS 0000074781
Rozlicz się przez stronę
epit.podatki.gov.pl
Wpisz w PIT numer
KRS 0000074781
Dostępne od 15 lutego 2024 r.
Jak jeszcze możesz pomóc?
Jeżeli twój 1,5% podatku otrzymała już inna organizacja lub ktoś już cię o niego poprosił, to nic straconego. Możesz pomóc:
- Wpłacając dowolną kwotę w formie darowizny na konto Fundacji Polki Mogą Wszystko PL72 1140 1010 0000 5494 1000 1001 z dopiskiem „Cele statutowe”,
dla przelewów z zagranicy: IBAN: PL72 1140 1010 0000 5494 1000 1001, Kod swift: BREXPLPWMBK, - ustawiając comiesięczną płatność cykliczną z Twojej karty płatniczej,
- ustawiając zlecenie stałego polecania zapłaty w swoim banku,
- możesz zostać wolontariuszem i pomagać w nauce dzieciom z rodzin zastępczych,
Wpłać darowiznę online
Konta walutowe dla przelewów z zagranicy: IBAN:
PL96 1140 2062 0000 5494 1000 1014 EURO
PL26 1140 2062 0000 5494 1000 1013 USD
PL53 1140 2062 0000 5494 1000 1012 AUD
PL69 1140 2062 0000 5494 1000 1015 GBP
PL42 1140 2062 0000 5494 1000 1016 CHF
PL15 1140 2062 0000 5494 1000 1017 CAD
Kod swift: BREXPLPWMBK
Darowizny przekazane na działania Fundacji można odliczyć od dochodu: osoba fizyczna do kwoty równej 6% dochodu przed opodatkowaniem (art. 26 ust. 1 pkt 9 ustawy o podatku od osób fizycznych), osoba prawna do kwoty równej 10% dochodu przed opodatkowaniem (art. 18 ust. 1 pkt. 1 i 7 ustawy o podatku od osób prawnych). Potwierdzenie przelewu należy przechowywać 5 lat od dokonania darowizny.
Ania, lat 10

Jestem Ania, mam 10 lat. Mam mamę, tatę, kota i królika. Uwielbiam konie i co sobota uczę się na nich jeździć. Mam nawet konia narysowanego na ścianie. Moja mama i mój tata są zajęci pracą, ale zawsze znajdują czas na chwile zabawy, czy rozmowy. Są ze mną gdy się boję, a czasami boję się zostać sama, złodziei, dźwięków...
Czasami wstępuje we mnie coś takiego dziwnego i nie mogę sobie z tym poradzić. Krzyczę wtedy bardzo głośno, płaczę i rozrzucam wszystko co jest wokół mnie. Wiem, że rodzice się martwią, jak tak robię ale ja nie potrafię nad tym zapanować. Nie wiem czemu tak się dzieje, staram się być grzeczna, ale nie potrafię. Zawsze później się martwię, że mama i tata mnie oddadzą, bo pierwsi rodzice mnie nie chcieli, więc coś musi być ze mną nie tak...
Ania to dziewczynka pełna pasji, ciekawości i marzeń. Życie nie zawsze było dla niej łatwe – zmaga się z trudnościami, które dla wielu dzieci są przeszkodą nie do pokonania. Dzięki wsparciu Fundacji Polki Mogą Wszystko Ania mogła wziąć udział w zajęciach terapeutycznych, otrzymała pomoc edukacyjną i – co najważniejsze – odzyskuje wiarę w siebie.
Dziś Ania z uśmiechem sięga po więcej. Rozwija swoje pasje, odkrywa talenty i każdego dnia pokonuje kolejne trudności. 🦋
Iwo, lat 11
Jestem Iwo. 9 lat mieszkałem w Kijowie. Grałem tam w klubie piłkarskim i z kolegami lubiliśmy jeździć po parku na rowerze. Pewnego dnia mój świat się zmienił. Razem z mamą i siostrą przyjechałem do Polski. Było mi bardzo ciężko, nie rozumiałem co wszyscy ludzie mówią, dlaczego tak dziwnie na mnie patrzą. Bałem się o tatę, który nie mógł przyjechać ze mną. Mama wyjaśniała mi, że tu jesteśmy bezpieczni, ale to tu wszystko było obce, straszne i wszystkiego się bałem. Chciałem wrócić do mojego pokoju, do moich kolegów i do taty. Teraz już umiem język polski, rozumiem co ludzie mówią, choć czasem wolałbym nie...
Jestem też starszy, wiem, że w Ukrainie jest wojna, że muszę być silny i nie narzekać, że rower, który zostawiłem w Kijowie nie jest ważny, kiedyś kupię sobie nowy. Wiem, że muszę pomagać mamie i nie dodawać jej zmartwień, bo przecież ona to robi dla nas – pracuje po kilkanaście godzin, śpi na kanapie i często bardzo się boi, kiedy tata nie odbiera telefonu. Czasami jednak tak trudno nie słyszeć tych słów: "Wracaj do domu!", "Czemu nie walczysz?", "Za dobrze Ci tu". A mi wcale nie jest dobrze, chcę móc pójść do swojego parku, jechać na rowerze tak szybko, żeby o niczym nie myśleć, pograć z tatą w piłkę...
Oskar, lat 8
Mam na imię Oskar. Mieszkam z mamą, tatą i starszym rodzeństwem. W sumie to nie jest moja mama tylko siostra mamy ale ja mówię do niej mamo a do taty – wujka po prostu tato. Zamieszkałem w tym domu jak miałem 2 latka. Na początku było ciężko, bałem się wychodzić z łóżeczka, bałem się tych wszystkich obcych ludzi. Teraz już wiem, że są moją rodziną, grają ze mną w gry, wożą mnie na zajęcia – choć nie wszystkie lubię i nie chcą mi dawać tyle słodyczy ile bym chciał :-( ale wszyscy mówią, że to dobrze... może tak jest.
W moim domu nigdy mnie nikt nie uderzył, nawet jak dokuczam bratu to mnie nie bije, a jednak są takie chwile, że strasznie zaczynam się bać, że wydarzy się coś złego. Jak coś przeskrobię i tata powie do mnie głośniej od razu całe moje ciało się boi. Jak mama krzyknie to jest ok, może sobie krzyczeć ;-) Wiem, że mój tata rozmawia z różnymi osobami i próbuje dowiedzieć się co robi nie tak, ale ja nie wiem czy to nie moja wina, bo przecież on nie robi nic złego.





